środa, 22 kwietnia 2015

[Post Organizacyjny] Mała przerwa

Hej Kochani :*
Pewnie zauważyliście że ostatnio nie pojawiają się rozdziały. Idzie to za sprawą tego że nie mam ostatnio weny. Kochani nie będę tu dużo pisała. Proszę was o 2 tygodnie wolnego. Przez ten czas postaram się napisać kilka rozdziałów na zapas. Żeby nie było zawieszam i tego bloga i tego drugiego też.

W takim razie raz jeszcze 2 tygodnie i wracam do was z nową energią :) Mam nadzieję :D Jeśli coś miałoby się zmienić dam wam znać :)

Pamiętajcie że was nie zostawię i na bank do was wrócę :**

Mam nadzieję że mnie zrozumiecie :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 7 - Śniło mi się

            

Dzisiejszego dnia obudziłem się kilka minut po 7. Od razu wstałem i zszedłem na dół. Miałem zamiar zrobić śniadanie dla wszystkich. Wszedłem do kuchni i ujrzałem postać brunetki. Usiadłem  na krześle i obserwowałem ją kilka minut. Była ubrana w krótkie szorty i koszulkę.

Rozdział 6 - Powrót do domu


TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Ten tydzień był strasznie męczący. Leon nadal nie odzyskał pamięci. Byłam u niego codziennie i codziennie mu opowiadałam, chłopacy też u niego byli ale to nic nie pomogło. Rehabilitacja trwała pięć dni, dzięki temu Leon normalnie może chodzić. A dzisiaj w końcu go wypisują. Ciekawe gdzie będzie chciał mieszkać. Chciałabym żeby w końcu odzyskał pamięć. Nawet Bel nie pamięta ale opiekuje się nią jak prawdziwy tatuś. Może czuje że jest jej tatą. Jeśli tak dalej pójdzie to będę musiała o nim zapomnieć. No niestety. Mówią że nadzieja umiera ostatnia więc mam nadzieję że odzyska pamięć i wróci do mnie i do małej.


czwartek, 19 marca 2015

Rozdział 5 - Czarna dziura


Usłyszałam dzwonek do drzwi więc zeszłam na dół. Do domu weszła Fran. Umówiłam się z nią że popilnuje dziś Bel kiedy ja pojadę do szpitala. Jest już trochę po 11 ale nie chciałam jechać na same ranki tak jak to robiłam zawsze. Przytuliłyśmy się na przywitanie i poszłyśmy do kuchni.
Nalałam do dwóch kubków kawy.
Udałyśmy się do salonu i usiadłyśmy na kanapie.
Zaczęłyśmy rozmawiać na różne tematy. W końcu rozmowa zeszła na temat Leona.               
-Violu rozmawiałaś wczoraj z lekarzem? - Spytała.
Spojrzałam na nią i pokręciłam głową
-Mówiłam wam wczoraj że nie było kiedy bo lekarz
chciał go zbadać - Powiedziałam
-Myślałam że tamta wersja była dla wszystkich i że dla mnie masz jakąś inną - Zaśmiała się, ja po chwili również.
-Mam nadzieję że dzisiaj mi coś powiedzą - Powiedziałam i po chwili wstałam z kanapy. - Chodź pokażę ci co i jak - Dodałam kierując się na górę a Fran za mną. Weszłyśmy do sypialni
-Mała będzie spała do 13, jak wstanie dasz jej zupkę która jest w kuchni przy kuchence, tam masz pieluszki i resztę, gdyby się pobrudziła ubrania są w garderobie - Powiedziałam wszystko torebkę i telefon. Zeszłyśmy z powrotem na dół. Ubrałam buty po czym wzięłam kluczyki od auta i pożegnałam się z Fran. Wyszłam z domu i wsiadłam do auta.

Wysiadłam z auta i weszłam do wielkiego budynku. Wjechałam,na odpowiednie piętro i udałam się do gabinetu jego lekarza. Zapukałam po czym weszłam do środka. Przywitałam się z lekarzem i usiadłam na krześle tak jak mi wskazał.
-Panie doktorze co z Leonem? - Spytałam
spokojnie
-Wszystko jest dobrze będzie potrzeba tylko kilka godzin rehabilitacji. Myślę że powinniśmy się wyrobić w ciągu tygodnia. - Powiedział
-Dziękuję, czy mogę się z nim zobaczyć? - Spytałam
-Tak, tylko... - Powiedział lekarz a dla mnie nie było trzeba już nic więcej mówić. Ważne że mogłam go zobaczyć. Szybko zerwałam się z miejsca.
-Dziękuje - Powiedziałam i wyszłam. od razy wyszłam z gabinetu lekarza. Słyszałam jak jeszcze mnie wołał ale nie zwróciłam na to uwagi. Postanowiłam że pójdę do niego później.

Przeszłam cały korytarz i stanęłam przed salą Leona. Wzięłam głęboki wdech i nacisnęłam klamkę po czym weszłam do sali. Spojrzałam na chłopaka który leżał na łóżku. Spojrzał na mnie i jakby lekko się uśmiechnął. Podeszłam bliżej łóżka i usiadłam na krześle.
-Cześć jak się czujesz? - Spytałam od razu.
-W porządku dzięki - Powiedział niepewnie. Cały czas jakoś dziwnie mi się przyglądał.
-Ciesze się że w końcu się obudziłeś kochanie - Uśmiechnęłam się lekko na co on zrobił zdziwioną minę
-Kkkochanie? - Spytał zdziwiony
-No jesteś moim chłopakiem - Wytłumaczyłam szybko. To strasznie dziwne że zadaje mi takie pytania.
-Jak masz na imię? - Spytał mnie
-Leon to nie jest zabawne - Zaśmiałam się nerwowo. Zawsze był kiepski w żartowaniu.
-Pytam poważnie - Powiedział - Jak masz na imię? - Spytał ponownie
-Violetta - Powiedziałam poważnie. W moich oczach zaczynały zbierać się łzy. - Nie pamiętasz nic? - Spytałam
-Czarna dziura - Powiedział i spojrzał na mnie - Opowiedz mi coś - Dodał po chwili. Moje łzy spływały już po policzkach
-Przepraszam na chwilkę - Powiedziałam i wyszłam z sali. Usiadłam na parapecie na korytarzu i zaczęłam płakać. Nie pamięta nic. Mnie, Bel nikogo. Westchnęłam. No nie wierzę ale w sumie czego mogłam się spodziewać. Leżał w tej cholernej śpiączce ponad rok.

Po około 10 minutach płakania wzięłam się w garść i wróciłam do sali. Usiadłam na swoim poprzednim miejscu i spojrzałam na niego. chciałabym go teraz przytulić ale jak nic nie pamięta to lepiej nie będę mu nic mieszała.
-Opowiesz mi coś teraz? - Spytał
-Tak już - Powiedziałam i wzięłam głęboki wdech - Nazywasz się Leon Verdas i jesteś kierowcą motocrossowym. Na motorze jeździsz od 17 roku życia. Uczyliśmy się razem w liceum i w Studio gdzie uczyliśmy się muzyki. Parą zostaliśmy po roku znajomości. - Mówiłam a z moich oczu mimo woli leciały łzy.  - Miałeś wypadek na motorze na zawodach. -Dodałam szybko i starłam łzy - Masz brata Alexa - Mówiłam dalej
-A ty jesteś Violetta moja dziewczyna - Powiedział. i złapał mnie lekko za rękę. Pokiwałam głową.
-Póki mnie nie pamiętasz to nie jestem twoją dziewczyną - Powiedziałam cicho. Nie chcę żeby był ze mną na siłę lub coś. Wolę żeby najpierw odzyskał pamięć
-A ta mała dziewczynka co tu wczoraj była? - Spytał
-To była Bel nasza córeczka - powiedziałam - To była nasza wspólna decyzja, oboje chcieliśmy dziecko i byliśmy tego świadomi. Nie mogłeś się doczekać aż przyjdzie na świat. A kiedy się dowiedziałeś że to dziewczynka to totalnie oszalałeś ze szczęścia - Uśmiechnęłam się lekko na tamte wspomnienia. Spojrzałam na niego i zobaczyłam na jego twarzy lekki uśmiech.

Siedziałam u niego już ponad 4 godziny, opowiadałam mu i wspominałam dawne czasy. Dałabym wszystko żeby tylko odzyskał pamięć. No ale cóż.
-Pewnie poleżysz tu jeszcze tydzień bo musisz przejść rehabilitację, tak mówi lekarz - Powiedziałam
-A później? - Spytał niepewnie
-A później cię wypiszą - Powiedziałam
-Powiesz mi gdzie ja mieszkałem? - Spytał.
-Ze mną i Bel w naszym domu, jeśli tylko będziesz chciał to przygotuję ci u nas pokój a jeśli nie to poproszę Diego lub Fede żeby cię zabrali do siebie - Wstałam z krzesła i wzięłam swoją torbę
-Diego i Fede? - Spytał zdziwiony, no tak zapomniałam
-To twoi przyjaciele, znacie się od gimnazjum - Powiedziałam, on jedynie pokiwał głową
-Odpoczywaj cześć - Powiedziałam po czym wyszłam z jego sali. Westchnęłam i wyszłam ze szpitala po czym wsiadłam do auta.

Musiałam zajechać do sklepu i zrobić drobne zakupy. Oczywiście normalnie nigdy nie mam czasu chyba że ktoś pilnuje Bel. Z nią się kompletnie nie da robić zakupów, strasznie piszczy i płacze.

Po godzinnych zakupach w końcu wróciłam do domu. Z siatkami weszłam do kuchni i spojrzałam na Fran i Diego którzy stali i rozmawiali. Spojrzałam i się uśmiechnęłam do nich lekko. Odwzajemnili mój uśmiech. Przywitałam się z Diego.
-No mów co z Leonem - Powiedział Diego.
-Nic nie pamięta - Powiedziałam i zaczęłam rozpakowywać zakupy
-Jak to nic nie pamięta? - Zdziwiła się Fran. Musiałam im wszystko wytłumaczyć. Fran od razu mnie przytuliła
-Wszystko będzie dobrze zobaczysz - Powiedziała mi na ucho. Uśmiechnęłam się
-Musi być dobrze - Powiedziałam
-Ja do niego zajrzę później i pogadam z nim - Dodał Diego.
-Możesz próbować - Zaśmiałam się lekko

Gadaliśmy jeszcze jakiś czas po czym Fran i Diego musieli już iść. Zabrałam małą z salonu i razem poszłyśmy na górę. Poszłyśmy do łazienki i umyłam małą po czym przebrałam ją w piżamkę. Poszliśmy do sypialni. Ukołysałam małą po czym położyłam ją do łóżeczka. Sama udałam się do łazienki i wykonałam wieczorne czynności i się przebrałam. Wróciłam do pokoju i położyłam się do łózka po czym zamknęłam oczy. Po kilku minutach zasnęłam

************
Przed wami kolejny już 5 rozdział :D Mam nadzieję że przynajmniej trochę was zaskoczyłam z utratą pamięci przez Leona :) Dawajcie znać w komciach :D
Buziaczki :**

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 4 - Obudził się?


10 MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Dzisiaj jak co rano od około dwóch tygodni wstałam i zeszłam na dół po czym położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Mała jeszcze spokojnie spała na górze i nie zamierzałam jej budzić. Już od dwóch tygodni nie byłam w szpitalu i szczerze to nie wiem czy mam ochotę tam jechać. On nadal się nie obudził a ja już nie mam do tego siły. Mam coraz mniej nadziei że kiedy kol wiek się obudzi.Nie ma z nim żadnego kontaktu. Wiem że Fede o Diego jeździli do niego co jakiś czas. Ale ja chyba już nawet nie mam na to siły.

Po około godzinie bezczynnego leżenia i gapienia się w telewizor wstałam i udałam się do kuchni. Wstawiałam wodę aby się zagotowała. Wyjęłam dzbanek w którym zaparzę kawę i dodatkowo kubek do którego wrzuciłam torebkę herbaty. Kiedy woda już się zagotowała zalałam kawę w dzbanku i odstawiłam go po czym wlałam wody do kubka. Wyjęłam produkty potrzebne na naleśniki i zaczęłam rozrabiać ciasto. Wyciągnęłam patelnię którą postawiłam na gazie i nalałam na nią oleju. Zaczęłam smażyć naleśniki kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Zmniejszyłam gaz i udałam się do drzwi.
Otworzyłam je a w drzwiach stał Fede razem z Lu.                                                              
                                                                                                             
Wpuściłam ich i poszłam do kuchni gdzie dokończyłam                   
smażyć naleśniki Słyszałam że Lu i Fede szepczą
coś między sobą a po chwili siadają.
Czułam ich wzrok na sobie ale nie przejmowałam się tym i gotowałam dalej.
-Chcecie kawy? - Spytałam odstawiając patelnię do zlewu. Spojrzałam na nich. Lu kiwnęła głową więc wyciągnęłam dwa kubki i wlałam do nich kawy. Postawiłam przed nimi i nałożyłam sobie na talerz naleśniki.
-Zjecie ze mną? - Spytałam. Usiadłam na przeciwko nich i zmierzyłam ich wzrokiem.
Westchnęłam i zaczęłam jeść.
-Viola nie było cię u niego dwa tygodnie myślę że
powinnaś pojechać do szpitala chociażby na
pięć minut. - Powiedział Federico - On cię potrzebuje,
myślisz
że czemu jego stan tak nagle się pogorszył? - Spytał lekko zły. Przełknęłam dość głośno ślinę i spojrzałam na niego.
-Poggorszył? - Spytałam lekko się jąkając. To nie może być prawda.
Znów będzie gorzej tak jak mniej więcej pół roku temu kiedy nie było mnie u niego przez miesiąc bo mała chorowała.
-Viola odkąd do niego nie zaglądasz jest źle, był jeden lepszy dzień kiedy nawet ściskał moją rękę i ruszał palcami ale znów jest gorzej. Zajrzyj do niego chociaż na chwilkę. Z Bel, posłucha jej głosu poczuje waszą obecność. Viola proszę - Mówił a ja jadłam. Czasami jak zacznie gadać to buzia mu się nie zamyka przez godzinę. Spojrzałam na niego i pokiwałam głową.
-Pojadę ale tylko na chwilę - Powiedziałam - Nie wiem czy on się wybudzi. Chcę sobie ułożyć w końcu życie. Chyba mam do tego prawo - Powiedziałam po czym dopiłam herbatę i włożyłam naczynia do zlewu.

Udałam się na górę i weszłam do garderoby. Wybrałam ubrania na dziś. Lu mówiła że jest chłodniej niż wczoraj więc postawiłam na dżinsy i na bluzkę z krótkim rękawkiem z miętowym sercem. Do tego wzięłam czarną marynarkę i czarne buty na niezbyt wysokim obcasie. Udałam się do łazienki gdzie wzięłam prysznic i umyłam włosy. Owinęłam włosy ręcznikiem i się dokładnie wytarłam. Ubrałam na siebie wcześniej przygotowane ubrania. Następnie wysuszyłam włosy i zrobiłam luźnego koka. Zrobiłam delikatny makijaż i wróciłam do pokoju. Wszystko zajęło mi około godziny. Włożyłam na nogi szpilki i weszłam do pokoju obok.

Wybrałam sukieneczkę dla małej po czym zabrałam inne potrzebne rzeczy. Wychodząc z pokoju usłyszałam śmiechy i chichy dobiegające z dołu. Zaśmiałam się pod nosem po czym skierowałam się na dół i weszłam do salonu. Spojrzałam na kanapę na której siedziała Lu i Fede z małą i łaskotali ją.
-Możecie zostawić moją córkę bo w końcu ją zamęczycie - Zaśmiałam się i usiadłam na kanapie na przeciwko nich.
-Jasne jasne - Zaśmiał się Fede po czym mi ją podał. Zaczęłam ją przebierać.
-Bel zjadła jak byłaś w łazience - Powiedziała Lu. Pokiwałam głową.
Kiedy skończyłam przebierać małą poddałam ja Lu a sama udałam się raz jeszcze na górę. Zabrałam swoją torbę i misia dla małej. Chwyciłam jeszcze telefon i wyszłam z sypialni.

Wyszliśmy z domu a promienie słońca zaczęły ogrzewać moją twarz. Wsunęłam okulary przeciwsłoneczne na nos żeby nie raziło mnie słońce i podeszłam do auta. Otworzyłam je a Fede wsadził małą do fotelika i ją przypiął.
-Jedziecie do szpitala czy nie? - Spytałam kładąc torebkę na miejscu pasażera. Podałam małej  misia i spojrzałam na przyjaciółkę.
-Nie my wracamy do domu, później do niego zajrzymy - Powiedziała. Pokiwałam głową i obeszłam auto.
-Zadzwonię później - Powiedziałam i wsiadłam do auta. Odpaliłam silnik i ruszyłam.

Weszłyśmy do jego sali. Spojrzałam na jego łózko i wyglądał jak zwykle.
Posadziłam małą na jego
łóżku przy jego nogach a sama usiadłam na kanapie
niedaleko łóżka. Przyglądałam się małej która bawiła się
misiem i coś mówiła pod noskiem. Uśmiechnęłam się i obserwowałam ich uważnie. Po kilku minutach usiadłam bliżej łózka na krześle. Chwyciłam go za rękę a drugą rysowałam wzorki na jego dłoni.
-Mógłbyś się już obudzić - Powiedziałam. Pogładziłam małą po główce i spojrzałam na nieprzytomnego chłopaka.
-Kochanie to już ponad rok. Obudź się bo nie mam już siły. Potrzebuję cię, mała też. Cholernie tęsknię i nie daję rady już sama. Niedawno dostałam pracę, a mała pójdzie do żłobka. Ale zaczynam dopiero we wrześniu. Bo we wrześniu dopiero przyjmą małą do żłobka. Szef mi poszedł na rękę. - Mówiłam cały czas.


Siedzimy tu już ponad godzinę a podobno miałam przyjechać tylko chwilkę. Eh, zawsze ze mną tak jest. Obiecuję a później i tak robię to po swojemu. Mała teraz już leży na nogach Leona i słodko coś do siebie mówi. -Tata - Wymamrotała słodko. Spojrzałam na nią i się uśmiechnęłam.
Nagle poczułam jak by ścisnął moją dłoń. Spojrzałam na niego
-Kochanie zrób tak jeszcze raz proszę - Powiedziałam, zero reakcji.
-Ta-ta - Powiedziała mała i się ułożyła
-Tak kochanie tatuś - Powiedziała z uśmiechem. Znów jakby ścisną moją rękę. Spojrzałam na niego a następnie na jego dłoń. Ruszał palcami.
-Proszę cię otwórz oczy kochanie - Powiedziałam cicho. Cały czas ruszał palcami i delikatnie ściskał moją dłoń. Uśmiechnęłam się dokładnie go obserwowałam. Czekałam na coś więcej. Chciałam żeby w końcu się obudził.
-Tata a-a-a, ta-ta psi - Powiedziała Bel. Zaśmiałam się pod nosem.
-Kochanie tata na pewno nie długo się obudzi - Powiedziałam spokojnie obserwując raz ją raz jego. On cały czas delikatnie ściskał moją rękę i ruszał palcami. Może to oznacza że w końcu się obudzi. Minęło 14 miesięcy i były takie momenty kiedy wątpiłam, nadal są. Teraz wątpię że się wybudzi ale skoro teraz porusza palcami. Jeszcze nigdy tak nie było. Znaczy ruszał palcami ręką. Ale to było raz i koniec a teraz on rusza ręką cały czas. To już jakiś znak. Mam nadzieję że dobry. Spojrzałam na jego drugą rękę i też delikatnie nią ruszył.


Kolejna godzina. Już od jakiegoś czasu przestał ruszać ręką i co jakiś czas porusza głową lub nogą ale nic po zatem. Nie budzi się. Mam tego powoli dość.
-Chodź ślicznotko zbieramy się do domciu - Powiedziałam po czym wstałam i wzięłam małą na ręce.
-Ta-ta - Powiedziała cicho i spojrzała na chłopaka. Również na niego spojrzałam. Powoli otwierał oczy. Zdziwiłam się bardzo.
-Poczekaj tu chwilkę - Powiedziałam. Po chwili zawołałam lekarza który powiedział że za chwilkę przyjdzie. Usiadłam przy jego łóżku i patrzyłam na niego.     
-Nie, nie ruszaj się - Powiedziałam patrząc na niego - Musisz leżeć, zaraz przyjdzie lekarz. - Dodałam i spojrzałam na małą. On za to patrzył na nas zdziwiony. Uśmiechnęłam się lekko. W końcu jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Po kilku minutach do sali wszedł lekarz. Zaczął go badać a ja zabrałam mała i pożegnałam się z nimi. Poinformowałam że przyjadę jutro i wyszłyśmy z sali aby nie przeszkadzać.

Wyszłyśmy ze szpitala. Włożyłam małą do fotelika z tyłu auta i wyciągnęłam telefon. Szczęśliwa wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do Lu.    
-Hej kochana, słuchaj wpadnijcie do mnie z Fede, Fran i Diego, zamówimy pizzę posiedzimy i pogadamy. - Powiedziałam zadowolona
-Viola obudził się? - Spytała od razu
-Tak, Lu obudził się. Nie rozmawiałam z nim bo przyszedł lekarz aby go zbadać więc wyszłyśmy z Bel ale jutro na bank z nim porozmawiam - Powiedziałam szczęśliwa. Teraz roznosiła mnie energia.
-Dobra to będziemy u ciebie za godzinę - Zaśmiała się i rozłączyła.Schowałam telefon po czym schowałam go do torebki i wsiadłam do auta. Pojechałam do domu gdzie miałam się spotkać z Lu, Fede, Fran i Diego.

 *************************      
Kochani dzisiaj przychodzę do was z nowym rozdziałem. Przepraszam że musieliście tyle czekać. No niestety u mnie z weną ostatni było troszkę kiepsko ale już wszystko wraca do normy. Jeśli śledzicie mnie na Instagramie i Snapie mogliście widzieć kawałek rozdziału :D

Jak widać mam też nowy wygląd :) Jest to tylko wygląd tym czasowy :) Czekam na szablon ale muszę uzbroić się w cierpliwość :)

Jak możecie zauważyć zmieniłam też troszeczkę wygląd blogów. Dodaję zdjęcia. Chciałabym was zapytać czy chcecie abym dodawała zdjęcia czy nie? Od razu zaznaczam że ilość tekstu się nie zmienia. Sprawdzałam to dzisiaj i zarówno ten jak i poprzednie rozdziały są praktycznie takie same na długość.
Mogą się różnić dwoma czy trzema zdaniami :)    

No to chyba dzisiaj już na tyle :P Proszę o odpowiedź na moje pytania pod rozdziałem :)  No i czekam na opinię :)
Buziaczki :**

czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 3 - Matt


-Violetta no ruszaj się - Usłyszałam wołanie Damiena z dołu. Ucałowałam Bel w główkę i włożyłam ją do łóżeczka. Po chwili wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.
-Tak ciężko chwilkę poczekać? - Spytałam ubierając buty. Popatrzył na mnie po czym się zaśmiał. Zabrałam dokumenty i kluczyki i wyszliśmy z domu. Korzystamy z tego że Gery popilnuje małej więc jedziemy do szpitala. Wsiedliśmy do mojego auta i pojechaliśmy w kierunku szpitala.

Droga trwała kilkanaście minut. Nie było na szczęście korków. Wysiedliśmy z auta i weszliśmy do wielkiego budynku. Skierowaliśmy się do windy i wjechaliśmy na odpowiednie piętro po czym przywitałam się z pielęgniarkami. Weszliśmy do sali i zajęliśmy miejsca na dwóch krzesłach obok łóżka. Damien popatrzyła na niego.
-Ej młody co ty wyprawiasz - Zaczął mówić do niego Damien. Odkąd pamiętam nazywa go "Młody". W sumie Damien jest od niego starszy o jakieś 5 lat.
-Wstawaj mi tutaj i wracaj do Violi i Bel - Powiedział - Młody powinieneś teraz jeździć na tych swoich motorach i wygrywać wszystkie wyścigi po kolei a nie leżeć tutaj i się obijać - Mówił dalej a ja go obserwowałam. Czasami się śmiałam a on razem ze mną.

Siedzimy tutaj już prawie trzy godziny. Dzisiaj wyjątkowo dużo się śmieję. Damien opowiada różne śmieszne historyjki z ich dzieciństwa. Damien cały czas mówi do niego "Młody" co mnie powoli zaczyna denerwować bo w końcu jakby nie patrzeć on ma imię.
-Młody a pamiętasz jak obydwaj próbowaliśmy poderwać Viole a ona nie zwracała uwagi na żadnego z nas - Powiedział śmiejąc się.
-Damien przestań do niego mówić "Młody" - Powiedziałam - On ma imię i należy go używać - Dodałam
-O Matt słyszysz muszę używać twojego imienia - Westchnął kierując słowa do swojego brata. Zaśmiałam się. A on ścisnął lekko moją dłoń. Uśmiechnęłam się bo to oznacza że nas słyszy.
-Czemu się tak cieszysz? - Spytał Damien. Spojrzałam na niego
-Ścisnął moją dłoń - Powiedziałam zadowolona.
-No Matt dawaj teraz jedno oko później drugie i się budzimy - Powiedział. Uśmiechnęłam się.

Po kolejnej godzinie zaczęliśmy się zbierać. Zabrałam swoje rzeczy i pocałowałam go w policzek
-Trzymaj się kochanie i zdrowiej - Szepnęłam mu do ucha
-Matt najpóźniej za miesiąc masz się obudzić - Powiedział stanowczo Damien. Zaśmiałam się i po chwili wyszliśmy z jego sali po czym wsiedliśmy do windy, zjechaliśmy na parter i wyszliśmy z budynku. Słonko jak zwykle grzało a my wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy jeszcze do sklepu.

Weszliśmy do sklepu. Zaczęłam wrzucać kolejno potrzebne rzeczy do koszyka. Nazbierało się tego na prawdę sporo. Musiałam kupić już kaszki i pieluch dla małej oraz oczywiście zakupy do domu. Dawno nie robiłam takich dużych zakupów. Damien cały czas chodził za mną i dorzucał rzeczy do koszyka. Spojrzałam na niego i się zaśmiałam. Po dłuższym czasie skierowaliśmy się do kasy, wyłożyłam wszystkie produkty na taśmę a kasjerka zaczęła je liczyć. Kiedy policzyła już wszystko wyciągnęłam kartę ale wyprzedził mnie Damien i podał swoją. Popatrzyłam na niego po czym zaczęłam pakować zakupy. Po chwili odeszliśmy od kasy.
-Rozliczymy się w domu - Powiedziałam kiedy pakowaliśmy już zakupy do auta
-Nie będziemy się rozliczać - Powiedział a ja na niego spojrzałam złym wzrokiem. -Hotel kosztuje więcej niż te zakupy więc przestań - Dodał  a ja już miałam coś mówić - Za hotel z Gery nie musieliśmy plamić bo nas przygarnęłaś więc przynajmniej za zakupy zapłacę - Dodał a ja już nic nie mówiłam. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do domu.
Dopiero po godzinie byliśmy w domu ponieważ były spore korki. Od razu skierował się do kuchni i zaczęłam rozpakowywać zakupy. Zostawiłam wszystko co powinno być w kuchni a resztę zaniosłam do sypialni. Spojrzałam na Gery która kołysała Bel.
-Grzeczna była? - Spytałam cicho widząc że dziewczynka zasypia. Zostawiłam rzeczy koło komody i stanęłam obok Gery. Pogłaskałam małą po główce a Gery włożyła ją do łóżeczka i nakryła kocykiem. Wyszłyśmy z pokoju.
-Była grzeczna jak aniołek - Powiedziała z uśmiechem. - Nawet dała mi ugotować obiad - Dodała z uśmiechem.
-Nie musiałaś -Powiedziałam i zeszłyśmy na dół
-Violu nie możesz robić wszystkiego sama, jesteś zmęczona i też musisz odpocząć. - Powiedziała. Posłałam jej uśmiech i usiadłyśmy przy stole w kuchni. Damien nałożył danie na trzy talerze i zaczęliśmy jeść rozmawiając.  Tak minęła nam reszta dnia.

*****Tym razem odrobinkę krótszy rozdział niż poprzednie. W tym jeszcze nic się nie dzieje ale postaram się już zacząć coś wprowadzać :) Wyjaśniło się w końcu kto leży w śpiączce i to kim jest Damien. Pozostawiam go w waszych łapkach :) Czekam na komcie i opinie :D

wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 2 - Zawsze miał twardą głowę

Sięgnęłam dłonią po budzik który uporczywie dzwonił. Wyłączyłam go i przeciągnąłem się po czym usiadłam na łóżku. Spojrzałam na zegarek i dopiero teraz zorientowałam się że jest już po 9. Wstałam i szybko udałam się do łazienki. Przemyłam twarz i umyłam zęby po czym związałam włosy w luźnego kucyka i ubrałam dresy i luźną koszulkę. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni. Wstawiłam wodę i zaparzyłam dzbanek kawy. Zrobiłam dwie kanapki i szybko je zjadłam.

Po kilku minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyszłam z kuchni i szybko otworzyłam drzwi. Za nimi stał Damien wraz z Gery. Przytuliłam się do niego a on mnie mocno objął i zaczął prowadzić w głąb domu. Gery również weszła do środka po czym zamknęła drzwi i podeszła do nas.
-Dziękuję że jesteś - Szepnęłam - Że  jesteście - Dodałam i spojrzałam na Gery. Przywitałyśmy się buziakiem w policzek.
-Przestań mała powinniśmy być tutaj 4 miesiące temu - Powiedziała Gery. Uśmiechnęłam się lekko
-Siadajcie w salonie zaraz przyniosę kawę - Powiedziałam i weszłam do kuchni. Wzięłam trzy kubki i dzbanek z kawą. Weszłam do salonu i postawiłam wszystko na szklanym stoliku po czym nalałam do kubków kawy. Wzięłam jeden i usiadłam obok Damiena.
-No to opowiadaj jak to było - Powiedział chłopak. Spojrzałam na niego. W moich oczach szybko zebrały się łzy.
-Pamiętasz te zawody o których ci tyle opowiadał, nie chciał na nie jechać ale trener go zmusił. W końcu niechętnie się zgodził ale nie chciał jechać bo to było tuż przed moim porodem. No jechał, były to już ostatnie okrążenia kiedy chciał zjechać na chwilkę do trenera. Niestety hamulce w jego motorze były uszkodzone i nie wyhamował. No i ten wypadek - Powiedziałam już płacząc - Zabrało go pogotowie a kilka godzin po wypadku zapadł w śpiączkę - Dodałam ocierając łzy. Damien mocno mnie przytuliła a Gery usiadła po drugiej stronie mnie i również przytuliła. Siedzieliśmy tak kilka minut.

Po kilkunastu kolejnych minutach mała Bella zaczęła płakać. Damien zaproponował że zrobi obiad więc udał się do kuchni a ja i Gery weszłyśmy na górę, a następnie do sypialni. Wyjęłam płaczącą małą z łóżeczka i przytuliłam ją, po chili położyłam ją na łóżku i zaczęłam przewijać. Gery usiadła obok i patrzyła na małą. Po chwili zaczęła coś do niej mówić. Uśmiechnęłam się lekko po czym ubrałam Bel i wzięłam ją na ręce. Nakarmiłam ją a kiedy skończyła jeść ukołysałam i z powrotem wsadziłam do łóżeczka. Nakryłam ją kocykiem i wyszłyśmy z pokoju. Zeszłyśmy na dół i weszłyśmy do kuchni. Na stole stały już trzy talerze pełne spaghetti. Uśmiechnęłam się bo spaghetti Damiena są najlepsze na świecie.
-Najlepsze na świecie spaghetti serwuje mistrz kuchni Damien - Zaśmiała się i razem Gery zajęłyśmy miejsca. On się lekko zaśmiał
-Ty za to serwujesz najlepszą pizzę i lazanię - Powiedział i popatrzył na mnie - Liczę na to że zjemy pizzę na kolację - Dodał a Gery wybuchnęła śmiechem. Spojrzałam na nią zdziwiona.
-O tą pizzę męczył już chyba z rok - Zaśmiała się, po chwili i ja dołączyłam do niej.
-A młody robi najlepsze naleśniki i gofry - Powiedział z uśmiechem  - I nie myślcie sobie bo ja liczę na to że przez ten miesiąc co tu będziemy to się załapiemy na nie - Dodał. uśmiechnęłam się lekko po czym wszyscy zaczęli jeść. Po kilkunastu minutach skończyliśmy jeść,Gery zebrała talerze i zaczęła zmywać.
-Podjechałabym na godzinkę lub dwie do szpitala posiedzicie z małą? - Spytałam wstając od stołu. Zgodzili się więc wyszła z kuchni. Ubrałam buty i bluzę po czym chwyciłam torbę.
-Mleko małej jest w szafce, a butelki zaraz obok, instrukcję podania macie na opakowaniu - Zaśmiałam się - Obudzi się za godzinę to trzeba będzie jej dać i pewnie przewinąć, pampersy są na górze w pierwszej szufladzie komody przy łóżeczku - Wytłumaczyłam wszystko - A w razie czego to dzwońcie - Dodałam. pokiwali głowami po czym podeszli do mnie. Ucałowali w dwa policzki jednocześnie.
-Poradzimy sobie idź już - Powiedzieli. Zabrałam jeszcze kluczyki od auta i wyszłam na zewnątrz.

Po około 20 minutach byłam na miejscu. Ponownie weszłam do ogromnego budynku i skierowałam się na piętro 10. Weszłam do odpowiedniej sali i usiadłam na krześle przy łóżku szpitalnym. Wzięłam go za rękę jak zawsze.
-Cześć kochanie, ładną dziś mamy pogodę. Jest ciepło i świeci słoneczko - Powiedziałam. lekarz kazał mi z nim codziennie rozmawiać więc codziennie mu opowiadam co się u nas dzieje. Szkoda tylko że to nic nie daje. - Przepraszam że dzisiaj przyjechałam tak późno ale kochanie mamy gości. Damien przyjechał - Powiedziałam z lekkim uśmiechem - I Gery też - Dodałam. -Czekają na twoje słynne gofry i naleśniki także musisz zdrowieć szybko. -  Westchnęłam. Posiedziałam u niego około 2 godzin. Kiedy wychodziłam lekarz zawołał mnie do siebie. Porozmawialiśmy chwilkę po czym wyszłam z jego gabinetu, zjechałam windą na parter i wyszłam z budynku.

Wsiadłam do auta i zajechałam do sklepu. Kupiłam wszystko potrzebne na pizze i wróciłam do domu. Przywitałam się z Gery i Damienem którzy kołysali małą Bel. Uśmiechnęłam  się i weszłam do kuchni, rozpakowałam zakupy i zaczęłam przygotowywać pizzę. Po chwili w kuchni zjawił się Damien.
-Co u młodego? - Spytał i zaczął rozkładać składniki na cieście od pizzy
-Bez zmian - Powiedziałam - Rozmawiałam z lekarzem. Nie daje mu zbyt dużo szans - Dodałam cicho. Włożyłam pizzę do piekarnika i nastawiłam odpowiednią temperaturę.
-Słuchaj Viola. Młody zawsze miał twardą głowę i wychodził z największych kłopotów. Teraz też tak będzie i jeszcze będziemy się śmiać z tej historii - Powiedział i mnie przytulił. Staliśmy tak kilka minut.
-Kocham cię mała - Szepnął i pocałował mnie we włosy.
-Ja ciebie też - Uśmiechnęłam się lekko. W tym momencie do kuchni weszła Gery i dała nam znać że ona również tu jest. Zaśmialiśmy się oboje.
-Ciebie też kochamy - Powiedzieliśmy jednocześnie. Przytuliła się do nas i staliśmy tak kilka minut. Odkleiliśmy się od siebie i sprzątnęłam składniki które zostały.


Późnym wieczorem udałam się do łazienki gdzie wzięłam prysznic. Umyłam włosy i wyszłam. Zawinęłam włosy w ręcznik i się powycierałam po czym przebrałam się w koszulkę i szorty. Wysuszyłam włosy i związałam je w koka  po czym wyszłam z łazienki. Weszłam do pokoju i od razu spojrzałam na małą Bel. postanowiłam jej już nie budzić na karmienie tylko zrobić to w nocy jak się obudzi. Położyłam się na łóżku i czytałam jeszcze przez trochę czasu książkę. Później ją odłożyłam i zgasiłam lampkę. Wygodnie się ułożyłam i zamknęłam oczy. Szybko zasnęłam.

*********************
Ja nie wiem ale wy się może domyślicie kto to Damien :) Możecie pisać swoje pomysły w komciach :P Jestem strasznie ciekawa co o nim myślicie :) Kolejny rozdział już nie długo :D Buziaczki :**